czwartek, 22 sierpnia 2013

ząbkowanie bliźniaków... kryzysy macierzyńskie etc. :)

No to ruszyłam jak z kopyta trzeba przyznać... miałam pisać a pisać a tu ząbki wychodzą, co kończy się marudzeniem i płaczem chłopców, no i niestety moim czasem też;)

Jak to wygląda w praktyce?

Tata wraca z pracy, ja w dresie, bałagan, obiadu brak, to akurat możemy sobie wybaczyć, bo odkąd pojawili się chłopcy jemy zwykle obiadokolacje, swego czasu jedliśmy strasznie późno, ale odbijało się to na naszym zdrowiu, he he powrót do formy jak trzeba! Nie wiem, co mnie bardziej dołuje- chłopcy i ich płacz w tle-nie żebym była złą matką, ale karmię jednego- drugi płacze, przewijam - drugi płacze, i tak w kółko... Kiedyś czytałam, że rodzice bliźniąt przede wszystkim powinni się przyzwyczaić- a właśnie-do płaczu. Nie wyobrażałam sobie tego na początku- jeszcze w szpitalu jak obaj głodni płakali równocześnie, wyczyniałam istne kombinacje alpejskie by jednego i drugiego nakarmić- w rezultacie, jeden pojadł chwilę, karmiłam drugiego i dokarmiałam pierwszego- masakra :) Karmienie to temat, który na pewno opiszę, bo jednak zupełnie inaczej wygląda to w praktyce niż w artykułach w poradnikach! W każdym razie do dziś do tego płaczu się przyzwyczajam z marnym skutkiem, a może frustruje mnie to, że jak co rano ustalam plan działania a tu blada wiadomo... i tak się kończy- ten mąż wraca, w domu jak było, tak jest a ja się czuję leniwa, bo nic nie zrobiłam- he he śmieszne! Oczywiście kto ma bliźniaki trn wie ;) a mąż hmmm... dobrze, że poślubił mnie z miłości, jeszcze przyjdzie przytuli, spojrzy w oczy i powie-" rozumiem "- wystarczy.Czyżby widział ten chaos w moich oczach ?:)  W ramach sprostowania, nie chodzi o to, że mam ambicję na wzorową kurę domową, bo tak nie jest, obowiązki dzielimy równo, ale chciałabym by efekty mojej pracy było widać, heh a jednak kura domowa- wersja niespełniona;D

Jeszce jedno wszyscy mi powtarzają ( w tym ciocia- doświadczona matka bliźniąt) , że najgorsze już za mną- pierwsze pół roku, a ja chwilami jestem bliska załamania nerwowego ;) No, ale ale nie da się złościć kiedy patrzę na te maleńkie słodkie buźki, które mnie potrzebują jak nikogo na świecie:) Kubuś nauczył się robić mega śmieszną minę i tak mnie od rana rozśmiesza. :) Jak dotąd nie narzekałam, wręcz uważam, że ciężko nie było, ba! Czasem nie czułam, że mam dziecko a co dopiero dwójkę! Mam więc nadzieję, że te ząbkowanie bardzo przejściowe i tak jak jest - nie zostanie. Szkoda mi tych moich bąbli- maść niewiele daje, a nie  chcę ich poić syropami, jednak stosujemy jako broń ostateczną.

A jeszcze niedawno napisałam, że nie jest ciężko :D  ale spoko! Wszystko da się przetrwać i tak jest lżej, niż myślałam :)
Tymczasem Olo tnie komara już wyjątkowo długo a Kuba szaleje na brzuszku w kojcu na balkonie. Uwielbiam ich!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz