sobota, 24 sierpnia 2013

Karmienie piersią bliźniąt

Karmienie piersią wcale nie jest łatwe, przekonała się o tym pewnie każda mama. Początki znacznie odbiegają od tego, co możemy sobie wyobrazić i co odczułam na własnej skórze:) a co jeśli chcemy karmić dwójkę dzieci, do tego wcześniaki, które wcale się do tego jedzenia nie kwapią? No pojawiają się schody... ale jak się chce to się da! Nie twierdzę, że jest super łatwo, oczywiście jeśli jest mleko nic nie staje na przeszkodzie by wykarmić dwa Bąbelki :)

W ciąży bardzo nastawiałam się na karmienie piersią, w pewnym momencie nawet mi się śniło, że karmię moje dzieci i jakoś tak poczułam potrzebę wykarmienia swoich Maleństw. Nie raz słyszałam, że "bliźniaków raczej nie dasz rady wykarmić", nawet zaraz po cesarce usłyszałam od neonatolog, że nie ma co próbować, bo "bliźniąt na pewno pani nie da rady wykarmić"...ale ciotka dała radę, inne kobiety też to "co ja nie dam?" Może dużo dało samo nastawienie, bo karmię ich do dziś i jestem z siebie bardzo dumna, bo poradziłam sobie w zasadzie bez pomocy. Przy okazji utarłam nosa innym :P

W poradnikach, poświęconych młodym rodzicom zdarzają się artykuły dla spodziewających się podwójnego szczęścia i czasem mam wrażenie, że są pisane przez doradców, którzy o wychowywaniu bliźniąt nie mają bladego pojęcia. Raz czytałam artykuł nawet o podwójnym porodzie, po którym poród wydawał się jeszcze straszniejszy, a zamiast dowiedzieć się czegoś po prostu- przydatnego, dowiedziałam się tylko o komplikacjach jakie mogą się pojawić, ale po co straszyć?!
Do brzegu... ;) Byłam pewna wręcz, że w grę wchodzi tylko karmienie równoczesne, bo w innym wypadku czasu nie będę miała na nic. Szkoda tylko, że nikt nie napisał:
-Jak takie dzieci RÓWNOCZEŚNIE wziąć do karmienia (oczywiści najłatwiej jest wtedy, kiedy ktoś nam maluchy poda).
-Na czym karmić, bo w zasadzie jak się nie ma do tego poduszki zwijanie kołdry i poduszek jest na prawdę trudne i mozolne
-Po trzecie, u nas właśnie kluczowe- jak wziąć później te dzidziolki do odbicia?
Karmiliśmy się równocześnie całe 3 tygodnie, kiedy Tatuś był w domu i podawał- odbijał itp. Później kończyło się tak, że nawet jak mi się udało ich bezpiecznie ułożyć to po skończonym karmieniu, kiedy jeden był na rękach- drugi wymiotował mi na nogi(mimo układania na brzuszku)-i zaraz stres bo przecież dziecko trzeba znów nakarmić i czy mleka wystarczy? Także u nas się to nie udało i jestem pełna podziwu dla Mam które sobie z tym poradziły!
a my... jak pisałam karmimy się do dziś, ale oddzielnie, wcale nie zabiera to tak wiele czasu, bo chłopcy jedzą max 10-15 minut, mleko leci szybko z piersi. Bardzo to lubię, bo zawsze mam czas z tym jednym, gdzie jesteśmy sami dla siebie:) Może troszkę więcej czasu tracę, ale czy to jest najważniejsze? Ten czas nie powtórzy się już nigdy więcej, więc dla nich trzeba to wykorzystać jak się da!

Tymczasem... Bąble śpią, ja do teraz zalegam w łóżku i wypoczywam :) Tatuś pełni honory :) i tak sobie myślę, że ta dwójka kompletnie odmieniła nam życie- dawniej być może o tej porze (10:30) licytowalibyśmy się- kto i co robi na śniadanie, a teraz od samego rana dostaliśmy tyle uśmiechów, że życie automatycznie staje się piękniejsze! Obudził nas śmiech i gaworzenie słyszane w niani. Tak zaczynać dzień to mega szczęście! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz