No to stało się, jest i On - lewa dolna jedynka u Olesia. Moje dzieci staja się dorosłe :) Czekamy na kolejną jedynke i oczywiście na Kubusiowe zębolki. Swoją drogą wychodzi, że intuicję mam żadną, bo obstawiałam, że Kubuś będzie pierwszy :) ale ale tutaj możecie nam -podwójnym rodzicom zazdrościć - my takie rzeczy ZAWSZE przeżywamy podwójnie, może jutro, może za parę dni, albo nawet dłużej będziemy się cieszyć drugi raz z sukcesu niemowlaka :) Raz z jednego- raz z drugiego :) Myślałam, że po raz pierwszy zobaczę- a nie poczuję. Od jakiegoś czasu co rano sprawdzałam czy są i od trzech dni dałam sobie spokój, jakby to patrzenie spowalniało wzrost :D a tu... codzienny rytuał pośniadaniowy, smarujemy dziąsełka- najpierw młodszy Kubulek, później Olek i ojej! No za nic nie spodziewałam się, że to takie ostre:) Śpiewy, tańce z radości - najpierw z samym sprawcą radości, później z bratem. Telefon do Taty, a Tato od razu wiedział, że to Olek:) Pewnie przez ten płacz w nocy, bo jakoś tak w nocy przynosił i odnosił chłopców- dzięki!
No i ciekawe jak to będzie z karmieniem- może samo się rozstrzygnie kiedy pożegnamy się cycem.
środa, 28 sierpnia 2013
sobota, 24 sierpnia 2013
Karmienie piersią bliźniąt
Karmienie piersią wcale nie jest łatwe, przekonała się o tym pewnie każda mama. Początki znacznie odbiegają od tego, co możemy sobie wyobrazić i co odczułam na własnej skórze:) a co jeśli chcemy karmić dwójkę dzieci, do tego wcześniaki, które wcale się do tego jedzenia nie kwapią? No pojawiają się schody... ale jak się chce to się da! Nie twierdzę, że jest super łatwo, oczywiście jeśli jest mleko nic nie staje na przeszkodzie by wykarmić dwa Bąbelki :)
W ciąży bardzo nastawiałam się na karmienie piersią, w pewnym momencie nawet mi się śniło, że karmię moje dzieci i jakoś tak poczułam potrzebę wykarmienia swoich Maleństw. Nie raz słyszałam, że "bliźniaków raczej nie dasz rady wykarmić", nawet zaraz po cesarce usłyszałam od neonatolog, że nie ma co próbować, bo "bliźniąt na pewno pani nie da rady wykarmić"...ale ciotka dała radę, inne kobiety też to "co ja nie dam?" Może dużo dało samo nastawienie, bo karmię ich do dziś i jestem z siebie bardzo dumna, bo poradziłam sobie w zasadzie bez pomocy. Przy okazji utarłam nosa innym :P
W poradnikach, poświęconych młodym rodzicom zdarzają się artykuły dla spodziewających się podwójnego szczęścia i czasem mam wrażenie, że są pisane przez doradców, którzy o wychowywaniu bliźniąt nie mają bladego pojęcia. Raz czytałam artykuł nawet o podwójnym porodzie, po którym poród wydawał się jeszcze straszniejszy, a zamiast dowiedzieć się czegoś po prostu- przydatnego, dowiedziałam się tylko o komplikacjach jakie mogą się pojawić, ale po co straszyć?!
Do brzegu... ;) Byłam pewna wręcz, że w grę wchodzi tylko karmienie równoczesne, bo w innym wypadku czasu nie będę miała na nic. Szkoda tylko, że nikt nie napisał:
-Jak takie dzieci RÓWNOCZEŚNIE wziąć do karmienia (oczywiści najłatwiej jest wtedy, kiedy ktoś nam maluchy poda).
-Na czym karmić, bo w zasadzie jak się nie ma do tego poduszki zwijanie kołdry i poduszek jest na prawdę trudne i mozolne
-Po trzecie, u nas właśnie kluczowe- jak wziąć później te dzidziolki do odbicia?
Karmiliśmy się równocześnie całe 3 tygodnie, kiedy Tatuś był w domu i podawał- odbijał itp. Później kończyło się tak, że nawet jak mi się udało ich bezpiecznie ułożyć to po skończonym karmieniu, kiedy jeden był na rękach- drugi wymiotował mi na nogi(mimo układania na brzuszku)-i zaraz stres bo przecież dziecko trzeba znów nakarmić i czy mleka wystarczy? Także u nas się to nie udało i jestem pełna podziwu dla Mam które sobie z tym poradziły!
a my... jak pisałam karmimy się do dziś, ale oddzielnie, wcale nie zabiera to tak wiele czasu, bo chłopcy jedzą max 10-15 minut, mleko leci szybko z piersi. Bardzo to lubię, bo zawsze mam czas z tym jednym, gdzie jesteśmy sami dla siebie:) Może troszkę więcej czasu tracę, ale czy to jest najważniejsze? Ten czas nie powtórzy się już nigdy więcej, więc dla nich trzeba to wykorzystać jak się da!
Tymczasem... Bąble śpią, ja do teraz zalegam w łóżku i wypoczywam :) Tatuś pełni honory :) i tak sobie myślę, że ta dwójka kompletnie odmieniła nam życie- dawniej być może o tej porze (10:30) licytowalibyśmy się- kto i co robi na śniadanie, a teraz od samego rana dostaliśmy tyle uśmiechów, że życie automatycznie staje się piękniejsze! Obudził nas śmiech i gaworzenie słyszane w niani. Tak zaczynać dzień to mega szczęście! :)
W ciąży bardzo nastawiałam się na karmienie piersią, w pewnym momencie nawet mi się śniło, że karmię moje dzieci i jakoś tak poczułam potrzebę wykarmienia swoich Maleństw. Nie raz słyszałam, że "bliźniaków raczej nie dasz rady wykarmić", nawet zaraz po cesarce usłyszałam od neonatolog, że nie ma co próbować, bo "bliźniąt na pewno pani nie da rady wykarmić"...ale ciotka dała radę, inne kobiety też to "co ja nie dam?" Może dużo dało samo nastawienie, bo karmię ich do dziś i jestem z siebie bardzo dumna, bo poradziłam sobie w zasadzie bez pomocy. Przy okazji utarłam nosa innym :P
W poradnikach, poświęconych młodym rodzicom zdarzają się artykuły dla spodziewających się podwójnego szczęścia i czasem mam wrażenie, że są pisane przez doradców, którzy o wychowywaniu bliźniąt nie mają bladego pojęcia. Raz czytałam artykuł nawet o podwójnym porodzie, po którym poród wydawał się jeszcze straszniejszy, a zamiast dowiedzieć się czegoś po prostu- przydatnego, dowiedziałam się tylko o komplikacjach jakie mogą się pojawić, ale po co straszyć?!
Do brzegu... ;) Byłam pewna wręcz, że w grę wchodzi tylko karmienie równoczesne, bo w innym wypadku czasu nie będę miała na nic. Szkoda tylko, że nikt nie napisał:
-Jak takie dzieci RÓWNOCZEŚNIE wziąć do karmienia (oczywiści najłatwiej jest wtedy, kiedy ktoś nam maluchy poda).
-Na czym karmić, bo w zasadzie jak się nie ma do tego poduszki zwijanie kołdry i poduszek jest na prawdę trudne i mozolne
-Po trzecie, u nas właśnie kluczowe- jak wziąć później te dzidziolki do odbicia?
Karmiliśmy się równocześnie całe 3 tygodnie, kiedy Tatuś był w domu i podawał- odbijał itp. Później kończyło się tak, że nawet jak mi się udało ich bezpiecznie ułożyć to po skończonym karmieniu, kiedy jeden był na rękach- drugi wymiotował mi na nogi(mimo układania na brzuszku)-i zaraz stres bo przecież dziecko trzeba znów nakarmić i czy mleka wystarczy? Także u nas się to nie udało i jestem pełna podziwu dla Mam które sobie z tym poradziły!
a my... jak pisałam karmimy się do dziś, ale oddzielnie, wcale nie zabiera to tak wiele czasu, bo chłopcy jedzą max 10-15 minut, mleko leci szybko z piersi. Bardzo to lubię, bo zawsze mam czas z tym jednym, gdzie jesteśmy sami dla siebie:) Może troszkę więcej czasu tracę, ale czy to jest najważniejsze? Ten czas nie powtórzy się już nigdy więcej, więc dla nich trzeba to wykorzystać jak się da!
Tymczasem... Bąble śpią, ja do teraz zalegam w łóżku i wypoczywam :) Tatuś pełni honory :) i tak sobie myślę, że ta dwójka kompletnie odmieniła nam życie- dawniej być może o tej porze (10:30) licytowalibyśmy się- kto i co robi na śniadanie, a teraz od samego rana dostaliśmy tyle uśmiechów, że życie automatycznie staje się piękniejsze! Obudził nas śmiech i gaworzenie słyszane w niani. Tak zaczynać dzień to mega szczęście! :)
czwartek, 22 sierpnia 2013
ząbkowanie bliźniaków... kryzysy macierzyńskie etc. :)
No to ruszyłam jak z kopyta trzeba przyznać... miałam pisać a pisać a tu ząbki wychodzą, co kończy się marudzeniem i płaczem chłopców, no i niestety moim czasem też;)
Jak to wygląda w praktyce?
Tata wraca z pracy, ja w dresie, bałagan, obiadu brak, to akurat możemy sobie wybaczyć, bo odkąd pojawili się chłopcy jemy zwykle obiadokolacje, swego czasu jedliśmy strasznie późno, ale odbijało się to na naszym zdrowiu, he he powrót do formy jak trzeba! Nie wiem, co mnie bardziej dołuje- chłopcy i ich płacz w tle-nie żebym była złą matką, ale karmię jednego- drugi płacze, przewijam - drugi płacze, i tak w kółko... Kiedyś czytałam, że rodzice bliźniąt przede wszystkim powinni się przyzwyczaić- a właśnie-do płaczu. Nie wyobrażałam sobie tego na początku- jeszcze w szpitalu jak obaj głodni płakali równocześnie, wyczyniałam istne kombinacje alpejskie by jednego i drugiego nakarmić- w rezultacie, jeden pojadł chwilę, karmiłam drugiego i dokarmiałam pierwszego- masakra :) Karmienie to temat, który na pewno opiszę, bo jednak zupełnie inaczej wygląda to w praktyce niż w artykułach w poradnikach! W każdym razie do dziś do tego płaczu się przyzwyczajam z marnym skutkiem, a może frustruje mnie to, że jak co rano ustalam plan działania a tu blada wiadomo... i tak się kończy- ten mąż wraca, w domu jak było, tak jest a ja się czuję leniwa, bo nic nie zrobiłam- he he śmieszne! Oczywiście kto ma bliźniaki trn wie ;) a mąż hmmm... dobrze, że poślubił mnie z miłości, jeszcze przyjdzie przytuli, spojrzy w oczy i powie-" rozumiem "- wystarczy.Czyżby widział ten chaos w moich oczach ?:) W ramach sprostowania, nie chodzi o to, że mam ambicję na wzorową kurę domową, bo tak nie jest, obowiązki dzielimy równo, ale chciałabym by efekty mojej pracy było widać, heh a jednak kura domowa- wersja niespełniona;D
Jeszce jedno wszyscy mi powtarzają ( w tym ciocia- doświadczona matka bliźniąt) , że najgorsze już za mną- pierwsze pół roku, a ja chwilami jestem bliska załamania nerwowego ;) No, ale ale nie da się złościć kiedy patrzę na te maleńkie słodkie buźki, które mnie potrzebują jak nikogo na świecie:) Kubuś nauczył się robić mega śmieszną minę i tak mnie od rana rozśmiesza. :) Jak dotąd nie narzekałam, wręcz uważam, że ciężko nie było, ba! Czasem nie czułam, że mam dziecko a co dopiero dwójkę! Mam więc nadzieję, że te ząbkowanie bardzo przejściowe i tak jak jest - nie zostanie. Szkoda mi tych moich bąbli- maść niewiele daje, a nie chcę ich poić syropami, jednak stosujemy jako broń ostateczną.
A jeszcze niedawno napisałam, że nie jest ciężko :D ale spoko! Wszystko da się przetrwać i tak jest lżej, niż myślałam :)
Tymczasem Olo tnie komara już wyjątkowo długo a Kuba szaleje na brzuszku w kojcu na balkonie. Uwielbiam ich!
Jak to wygląda w praktyce?
Tata wraca z pracy, ja w dresie, bałagan, obiadu brak, to akurat możemy sobie wybaczyć, bo odkąd pojawili się chłopcy jemy zwykle obiadokolacje, swego czasu jedliśmy strasznie późno, ale odbijało się to na naszym zdrowiu, he he powrót do formy jak trzeba! Nie wiem, co mnie bardziej dołuje- chłopcy i ich płacz w tle-nie żebym była złą matką, ale karmię jednego- drugi płacze, przewijam - drugi płacze, i tak w kółko... Kiedyś czytałam, że rodzice bliźniąt przede wszystkim powinni się przyzwyczaić- a właśnie-do płaczu. Nie wyobrażałam sobie tego na początku- jeszcze w szpitalu jak obaj głodni płakali równocześnie, wyczyniałam istne kombinacje alpejskie by jednego i drugiego nakarmić- w rezultacie, jeden pojadł chwilę, karmiłam drugiego i dokarmiałam pierwszego- masakra :) Karmienie to temat, który na pewno opiszę, bo jednak zupełnie inaczej wygląda to w praktyce niż w artykułach w poradnikach! W każdym razie do dziś do tego płaczu się przyzwyczajam z marnym skutkiem, a może frustruje mnie to, że jak co rano ustalam plan działania a tu blada wiadomo... i tak się kończy- ten mąż wraca, w domu jak było, tak jest a ja się czuję leniwa, bo nic nie zrobiłam- he he śmieszne! Oczywiście kto ma bliźniaki trn wie ;) a mąż hmmm... dobrze, że poślubił mnie z miłości, jeszcze przyjdzie przytuli, spojrzy w oczy i powie-" rozumiem "- wystarczy.Czyżby widział ten chaos w moich oczach ?:) W ramach sprostowania, nie chodzi o to, że mam ambicję na wzorową kurę domową, bo tak nie jest, obowiązki dzielimy równo, ale chciałabym by efekty mojej pracy było widać, heh a jednak kura domowa- wersja niespełniona;D
Jeszce jedno wszyscy mi powtarzają ( w tym ciocia- doświadczona matka bliźniąt) , że najgorsze już za mną- pierwsze pół roku, a ja chwilami jestem bliska załamania nerwowego ;) No, ale ale nie da się złościć kiedy patrzę na te maleńkie słodkie buźki, które mnie potrzebują jak nikogo na świecie:) Kubuś nauczył się robić mega śmieszną minę i tak mnie od rana rozśmiesza. :) Jak dotąd nie narzekałam, wręcz uważam, że ciężko nie było, ba! Czasem nie czułam, że mam dziecko a co dopiero dwójkę! Mam więc nadzieję, że te ząbkowanie bardzo przejściowe i tak jak jest - nie zostanie. Szkoda mi tych moich bąbli- maść niewiele daje, a nie chcę ich poić syropami, jednak stosujemy jako broń ostateczną.
A jeszcze niedawno napisałam, że nie jest ciężko :D ale spoko! Wszystko da się przetrwać i tak jest lżej, niż myślałam :)
Tymczasem Olo tnie komara już wyjątkowo długo a Kuba szaleje na brzuszku w kojcu na balkonie. Uwielbiam ich!
niedziela, 4 sierpnia 2013
no to dzień dobry!
O matko bliźniaki!
Skąd ten tytuł ?
Będąc jeszcze w ciąży, gdzieś przypadkowo, czy nie, padało pytanie który miesiąc
-czwarty!
Zwykle w tym momencie na twarzy pytanego pojawiało się zdziwienie i konsternacja, zresztą cóż się dziwić miałam już wtedy brzuszek, który nie da się ukryć, był powodem do dumy ;). Na naszą odpowiedź:
-spokojnie to bliźniaki! Dlatego tak rosnę!
W tym momencie zawsze padało tytułowe- O matko bliźniaki!
No właśnie! Dziwne nie?! Bliźniąt teraz tyle, że nawet w małym miasteczku, w którym mieszkamy od tygodnia, spotkaliśmy się z podwójnymi rodzicami już kilka razy :) Reakcja ludzi jednak wciąż jest niezmienna, a my na spacerze czujemy się, jak GWIAZDY, bo każdy na nas patrzy:)
Jak wygląda moja przygoda z bliźniakami, będę powoli opisywać, chłopcy mają w tym momencie 5 i pół miesiąca i jednak nie takie bliźniaki straszne, jak je malują ;) Piszę tak dlatego, że często słyszę- "pewnie pani ciężko", "ale pani współczuję" (tego nienawidzę, bo mnie można tylko zazdrościć takiej ilości szczęścia) no i sama, będąc jeszcze w ciąży w głowie miałam wizję przemęczonej mnie z dwójką wrzeszczących niemowlaków, ale nie jest źle! Grunt to pozytywne nastawienie ;)
Skąd ten tytuł ?
Będąc jeszcze w ciąży, gdzieś przypadkowo, czy nie, padało pytanie który miesiąc
-czwarty!
Zwykle w tym momencie na twarzy pytanego pojawiało się zdziwienie i konsternacja, zresztą cóż się dziwić miałam już wtedy brzuszek, który nie da się ukryć, był powodem do dumy ;). Na naszą odpowiedź:
-spokojnie to bliźniaki! Dlatego tak rosnę!
W tym momencie zawsze padało tytułowe- O matko bliźniaki!
No właśnie! Dziwne nie?! Bliźniąt teraz tyle, że nawet w małym miasteczku, w którym mieszkamy od tygodnia, spotkaliśmy się z podwójnymi rodzicami już kilka razy :) Reakcja ludzi jednak wciąż jest niezmienna, a my na spacerze czujemy się, jak GWIAZDY, bo każdy na nas patrzy:)
Jak wygląda moja przygoda z bliźniakami, będę powoli opisywać, chłopcy mają w tym momencie 5 i pół miesiąca i jednak nie takie bliźniaki straszne, jak je malują ;) Piszę tak dlatego, że często słyszę- "pewnie pani ciężko", "ale pani współczuję" (tego nienawidzę, bo mnie można tylko zazdrościć takiej ilości szczęścia) no i sama, będąc jeszcze w ciąży w głowie miałam wizję przemęczonej mnie z dwójką wrzeszczących niemowlaków, ale nie jest źle! Grunt to pozytywne nastawienie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)